Na co dzień spotykam się z osobami, które chcą się nauczyć języka angielskiego, jednak nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Często słyszę wymówki, które powstrzymują ich przed nauką. Dzisiejszym wpisem chciałabym rozprawić się z tymi trzema, najczęściej przeze mnie słyszanymi:
1. Przecież ja nie mam czasu na angielski.
To najczęstsze zdanie, które słyszę od osób, które chciałyby zacząć się uczyć języka. Wie pani, ja bardzo bym chciał/chciała, ale dzieci, dom, praca, dojazdy, sama pani rozumie. Jakież to błędne przekonanie!!! Dojazdy do pracy zajmują Ci za dużo czasu? Kup sobie nagrania i odsłuchuj je podczas jazdy samochodem, to samo możesz robić, gotując obiad. Zabawa z dziećmi jest zbyt absorbująca? Rzucaj dzieciom piłeczkę, ćwicząc nazwy kolorów lub innych słówek: umówcie się, że dzieci łapią piłkę, gdy mówisz jakiekolwiek słówko po angielsku i ci ją odrzucają. Nie mogą natomiast złapać piłki, gdy ty wypowiesz wcześniej umówione z nimi słowo np. black. Zabawy przy tym mnóstwo, a i ty masz powtórkę nowych słówek zaliczoną. Tak naprawdę w nauce języka ważna jest regularność, wcale nie trzeba siedzieć godzinami nad zadaniami, żeby przyswoić sobie wiedzę, wystarczy 15 minut codziennej produktywnej, nieprzerywanej rozpraszaczami (np.: telefon, internet) nauki, żeby osiągnąć cel. Problemem jest, że większości ludzi nie udaje się utrzymać tej regularności. Wystarczy jednak, żeby codziennie przez zaledwie miesiąc poświęcić 15 minut codziennie na naukę, aby spotkania z angielskim stało się dla nas nawykiem. Po miesiącu codziennej nauki nie tak łatwo będzie tę rutynę odrzucić.
2. Przecież ja jestem już za stary/a na naukę.
O, jakież to błędne przekonanie! Po pierwsze, będąc osobą dojrzałą, masz tę przewagę nad dziećmi i młodzieżą, że wiesz, czego chcesz. Gdy młodsi uczą się, bo muszą, ty robisz to, bo chcesz. A to już połowa sukcesu. Gdy uczymy się z ochotą, o wiele łatwiej wyrobić w sobie nawyk regularności w nauce. Po drugie masz większą motywację, nie uczysz się dla ocen, ale dla (właściwe podkreślić): lepszej pracy, porozumienia się po angielsku w czasie wakacyjnego wyjazdu, bądź lepszego dogadania się z wnuczkami, które już urodzone za granicą Polski język traktują niekoniecznie jako swój ojczysty. Jeżeli Harland Sander, twórca KFC, potrafił otworzyć swoją pierwszą restaurację w wieku ponad 60 lat i jeszcze za życia stać się milionerem, to Ty potrafisz nauczyć się angielskiego, mając tych lat 20/30/40/50/60/ czy 70 (a czasem nawet więcej:))
3. Nie wiem, jak zacząć.
Jakkolwiek głupia wydaje się ta ostatnia wymówka, jest niestety chyba najczęstszą z używanych. No bo tyle tego materiału, gramatyka, słownictwo, przecież i tak nie ogarnę tego wszystkiego. Każdy z nas to zna. Godzinami, czasem dniami, a nawet latami planujemy, że się w końcu za ten język weźmiemy, debatujemy w myślach z samymi sobą, wyobrażamy sobie, jaki wysiłek nas czeka, gdy już zdecydujemy się na naukę i … w ten sposób odkładamy naukę na wieczne nigdy. Rezygnujemy, tym samym podkopując swoje poczucie wartości.
Nie poddawajmy się zniechęceniu. Zamiast planować, działajmy!!! Prosto napisać, trudniej zrobić? Niekoniecznie. Wystarczy, że na chwilkę odłączymy się od naszych lęków i … zaczniemy. Najzwyczajniej w świecie. Wszyscy przecież wiemy, że gdy pierwsze koty za płoty, to… z górki na pazurki! Odłącz się od swoich myśli, zniechęcających przed zaczęciem i … działaj. Po prostu włącz tę płytę z angielskim, którą już od tygodni wozisz w samochodzie, obejrzyj w końcu ten film po angielsku, weź zeszyt i zapisz tych 10 słówek, których chciałeś/aś się nauczyć, przecież nic nie tracisz. I pamiętaj: jeden mały kroczek angielskiego codziennie, to w skali roku prawie językowy maraton. Powiedz swoim wymówkom Do widzenia i zacznij działać!
Zostaw Komentarz